Jeśli z okazji Tour de France można zamknąć centrum Paryża i Londynu, to czemu nie zrobić tego samego z Warszawą podczas Tour de Pologne. Wczoraj w stolicy rozpoczęła się 66. edycja Wyścigu Dookoła Polski.

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
Jeśli z okazji Tour de France można zamknąć centrum Paryża i Londynu, to czemu nie zrobić tego samego z Warszawą podczas Tour de Pologne. Wczoraj w stolicy rozpoczęła się 66. edycja Wyścigu Dookoła Polski.

Po raz pierwszy od bardzo dawna władze Warszawy zgodziły się na zablokowanie kilku głównych ulic. Dzięki temu udało się przeprowadzić porządny, ponadstukilometrowy etap (9 rund po 12 km) ze startu wspólnego. Przy zaczynającej się na placu Trzech Krzyży i wiodącej przez Śródmieście i Dolny Mokotów pętli zebrało się kilkanaście tysięcy mieszkańców stolicy.

Stołeczny etap, po finiszu z peletonu, nieoczekiwanie wygrał szerzej nieznany Borut Bozić z grupy Vacansoleil. Słoweniec jako pierwszy założył też żółtą koszulkę lidera.
Przez większą cześć etapu oczy wszystkich były zwrócone na dwójkę kolarzy - Błażeja Janiaczyka z reprezentacji Polski i Szwajcara Davida Loosliego z grupy Lampre. Ta dwójka kolarzy oderwała się od peletonu tuż po starcie i samotnie przewodziła wyścigowi prawie do samego końca. W trakcie ucieczki Looslie popisał się ładnym gestem, bez walki oddając premię specjalną, upamiętniającą 65. rocznicę Powstania Warszawskiego, urodzonemu w Toruniu reprezentantowi Polski.

Niedługo później ostro do pracy wziął się peleton, w którym jechali mający wielki apetyt na zwycięstwo sprinterzy. Walczyć było o co, gdyż za zwycięstwo etapowe przysługuje nagroda ponad 3 tys. euro. Ostatecznie uciekinierów udało się dopaść 16 km przed metą. Na pocieszenie Loosliemu pozostała czerwona koszulka najaktywniejszego kolarza, Janiaczykowi zaś - najlepszego górala (wygrał łagodny podjazd pod... ulicę Belwederską).

- Ciężko ucieka się we dwóch, więc nie wierzyłem w powodzenie naszej akcji. Jeszcze przedstartem postanowiliśmy z trenerem Wadeckim, że spróbuję zabrać się do ucieczki i to się udało. Dzięki temu zgarnąłem koszulkę najlepszego górala. Cieszę się, że zdołałem się pokazać z dobrej strony - powiedział Janiaczyk na mecie.

Na ostatniej pętli peleton rozpędził się do niesamowitej prędkości, dlatego żaden z kolarzy nie zdołał się od niego oderwać. Swoje "pociągi" starały się zawiązać grupy Rabobank, Quick Step, a przede wszystkim Columbia, która do Polski przyjechała w bardzo mocnym składzie, choć bez supersprintera Marka Cavendisha.

Kolarze tego teamu pracowali na najszybszego wśród nich - Andre Greipela. Niemiec finisz rozpoczął jednak trochę za wcześnie i zza jego pleców na ostatnich metrach zdołał wyskoczyć Bozić. Wygrana w Warszawie to życiowy sukces 29-letniego słoweńskiego sprintera. Jego grupa Vakansoleil występuje w Polsce z dziką kartą. Podobnie jak Isd-Neri i reprezentacja Polski. Pozostałe grupy mają tytuł UCI Proteam i startują u nas z urzędu.
Oprócz Janiaczyka z Polaków z dobrej strony pokazał się Maciej Paterski, który finiszował na 9. miejscu.

Dziś odbędzie się drugi etap Wyścigu Dookoła Polski, który od 2005 r. należy do cyklu Pro Tour - kolarskiej Ligi Mistrzów. W poniedziałek zawodnicy będą mieli do przejechania prawie 220 km - z Serocka do Białegostoku. Trasa jest płaska jak stół, więc możemy spodziewać się ucieczek i być może finiszu z peletonu. - To jeden z etapów, na którym będę chciał się pokazać - zapowiedział Marcin Sapa z grupy Lampre. Start honorowy w Serocku o godz. 12.30.

***

Po pierwszy etapie powiedzieli:

Borut Bozić, zwycięzca I etapu 66. Tour de Pologne:
Tour de Pologne to ważny wyścig dla mnie i mojej ekipy. Na co dzień nie ścigamy się na tak wysokim poziomie w zawodach Pro Tour. Dlatego zwycięstwo w Warszawie ogromnie mnie cieszy. Finisz szczęśliwie się dla mnie ułożył.

Znalazłem się w odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie przyspieszyłem. Wraz z zespołem będziemy starali się jak najdłużej utrzymać żółtą koszulkę lidera, choć wiemy, że w takim towarzystwie będzie to bardzo trudne.

Piotr Wadecki, trener reprezentacji Polski
Jestem zadowolony z postawy kadrowiczów. Janiaczyk wywiązał się z założeń taktycznych i załapał się do ucieczki, a Paterski wysoko finiszował. Nie mam pretensji do Janiaczyka, że dał się dogonić peletonowi. Przecież on uciekał przez trzy czwarte dystansu i miał prawo być zmęczony. Cieszę się, że chociaż etap nie był specjalnie wymagający, to kibice w Warszawie obejrzeli wspaniałe widowisko.


Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!