Firmy nie chronią przepisy antykryzysowe, nie może też liczyć na pomoc, jaką  kierowano do upadających stoczni Firmy nie chronią przepisy antykryzysowe, nie może też liczyć na pomoc, jaką  kierowano do upadających stoczni

Firmy nie chronią przepisy antykryzysowe, nie może też liczyć na pomoc, jaką kierowano do upadających stoczni (© R. Królak)

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

To była firma gigant. Jeszcze kilka lat temu zwykło się o niej mówić: największy pracodawca w Wielkopolsce, choć czasy świetności - gdy pracowało tam blisko 30 tysięcy osób, ma już dawno za sobą. Przez lata poznańskie zakłady Cegielskiego topniały w oczach. Części firmy zostały z niej wyłączone, później kolejne fabryki stawały się spółkami, a każde zachwianie na rynku - oznaczało zwolnienia. Dziś w Cegielskim rozpoczyna się jedna z największych fal zwolnień w ostatnich latach - pracę straci około 500 osób.

Ale... i to może nie wystarczyć. Symbol Poznania, miejsce, w którym pracował przedstawiciel niemal każdej poznańskiej rodziny i wielu mieszkańców regionu, jak nigdy jest bliskie upadku. Winny jest nie tylko światowy kryzys, ale i upadek polskich stoczni, które były największymi odbiorcami najdroższego produktu zakładów: silników okrętowych.

Stocznie nie zamawiają. Nie zamawiają również stocznie na świecie, które zresztą od dawna nie są poważnymi odbiorcami produktów HCP. Jak na razie nie ma żadnego potwierdzonego zamówienia na silniki na najbliższy rok. Już teraz firma musi ratami wypłacać wynagrodzenia pracownikom.

Dlatego władze "Cegielskiego" szukają pieniędzy i oszczędności. Tylko... kończy się już miejsce na takie oszczędności. Firmie została ostatnia wartościowa rzecz. Legendarny "Ceglorz" ma we władaniu około 30 hektarów nieruchomości, z czego znakomitą część w Poznaniu. Wiele z tych gruntów i budynków na nich stojących spółka zamierza więc sprzedać lub wynająć.

W tym tygodniu w prasie pojawiły się pierwsze ogłoszenia o sprzedaży dwóch nieruchomości. Jeszcze kilka lat temu poprzednie władze Cegielskiego zarzekały się, że nieruchomości nie warto sprzedawać. Bo sprzedać można raz, a lepiej czerpać zyski z wynajmu. Przykładem jest Volkswagen, który od lat wynajmuje halę i rzeczywiście: jest źródłem dochodów. Ale wiele z terenów i hal nie znajdzie dzierżawcy, za to od lat łakomym okiem patrzą na te działki deweloperzy. W pobliżu już powstało kilka osiedli. Sąsiedztwo Cegielskiego nie jest uciążliwe, a na dodatek to całkiem niezła pod względem komunikacyjnym dzielnica Poznania.

Dwie wystawione na sprzedaż działki powinny więc załatać dziurę w budżecie firmy. Ale... niekoniecznie. Pierwsza z nich łatwo znalazłaby nabywcę jeszcze 2 lata temu, w czasie "boomu" budowlanego. Jest to blisko 3-hektarowa działka w Poznaniu między ul. Rolną a ulicą Saperską. Co prawda nie jest objęta planem zagospodarowania przestrzennego, jednak zgodnie z warunkami zabudowy mogą na niej powstać domy wielorodzinne. HCP żąda za ten grunt 39,3 mln złotych.

- Od roku jest zastój w branży i inwestorzy zaprzestali zakupów ziemi - mówi Juliusz Wilczyński, z branży nieruchomości. - Jeżeli w ogóle ktokolwiek się skusi na tak obszerną działkę, to raczej duża korporacja, choć nie jest to zbyt prawdopodobne. Prawie 40 milionów złotych to bardzo dużo jak na obecne warunki - dodaje Wilczyński.


Wiadomości Poznań, Wydarzenia Poznań

Komentarze (2)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!