O emigracji, stereotypach, kredytach i budzeniu kontrowersji rozmawiamy z Czesławem Mozilem.

Dobrze szła Ci matematyka w szkole?
- W podstawówce byłem najlepszy. W Danii okres edukacji w szkole podstawowej trwa dziewięć lat. Potem poszedłem do liceum. Ten rodzaj szkoły określa się tam nazwą "gymnesion". Nauka trwa trzy lata. Pamiętam pierwszą lekcję matematyki w liceum. Byłem najgorszy. W ostatniej klasie liceum chodziłem z dziewczyną, która była najlepsza w matematyce. Ja byłem najgorszy, więc gdy nauczycielka zobaczyła, że na klasówkach siedzimy w jednej ławce, to przeżyła szok.

Pytam o matematykę, bo interesuje mnie Twoja znajomość procentów. W jakiej części czujesz się Polakiem, a w jakiej Duńczykiem?
- Uff... Już myślałem, że zapytasz, jaki alkohol dzisiaj piłem. Nie odpowiem ci na to pytanie. Nigdy nie czułem się Duńczykiem. Natomiast fakt, jestem "zduńczony", zintegrowany z kulturą duńską. Czuję się Polakiem i pół-Ukraińcem, chociaż po ukraińsku nie mówię. Ojciec pochodzi z Ukrainy, więc poczucie tej ukraińskości to dla mnie drażliwy temat. Zawsze twierdziłem, że jestem Polakiem dobrze zintegrowanym z Danią.

Emigracja jednak często robi swoje. Polak, który mieszkał i pracował przez wiele lat w Libii, będzie czuł się po trosze Libijczykiem.
- To prawda, emigracja robi swoje. Ale ogromne znaczenie ma też to, jak jesteśmy wychowywani. Dlatego właśnie w książeczce dołączonej do albumu dziękuję rodzicom za to, że nie pozwolili mi zapomnieć o swoich korzeniach, a jednocześnie również za to, że wychowywali mnie w poczuciu tolerancji wobec innych kultur i nacji. Miałem to szczęście, że przy stole rodzice nie narzekali ani na Polskę, ani na Danię. Moja miłość do tych krajów jest ogromna. Teraz mieszkam w Polsce i chciałbym tu pozostać. Marzę o tym, żeby właśnie tutaj założyć rodzinę, wychować dzieci.

Twoja piosenka "Nienawidzę Cię Polsko" wywołała burzę. Odezwali się nie tylko prawicowcy, ale także fani, którzy albo nie zrozumieli przekazu, albo po prostu nie odsłuchali całej płyty, bo piszą: "Czesław, cenię Cię, ale tego nie kupuję". Czy Polacy są zaściankowi?
- Rzeczywiście pojawiają się takie opinie, ale nie chcę tego komentować. Moją rolą jest tworzyć. To, jak to jest interpretowane, wykracza poza moje kompetencje.

To może inaczej. Czy Polacy są zaściankowi, skoro przed koncertem Nergala starsze panie w moherowych beretach wyzywają go od masonów?
- Mam poczucie, że mam więcej wiary w sobie, aniżeli ci ludzie, którzy organizują takie akcje. Jestem człowiekiem wierzącym i nigdy w życiu nie ośmielę się licytować na wiarę. Na łamach prawicowych mediów jestem nazywany "antychrystem", bo koleguję się z Nergalem.

Nie tylko dlatego. Wystarczyło powiedzieć w wywiadzie z vlogerem Łukaszem Jakóbiakiem, że uprawiałeś seks w kościele. Właściwie - doprecyzowując - petting.
- To pewien paradoks w Polsce. Ja jestem wierzący. Wierzę w Boga i nie pozwolę sobie, żeby ci ludzie kwestionowali publicznie moją wiarę. Nie wybaczę im tego. Mam wielu przyjaciół, którzy nie wierzą, ale to nie ma dla mnie znaczenia. To, czy wierzysz, z kim sypiasz, jest twoją prywatną sprawą.

Czytaj także

    Komentarze (2)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    kundel hanysa i sprostytuowanego duna (gość)

    z kraju pedałą, mumina i konczity wurst - oto ten mamroczący matoł.