Mimo wysiłków strażaków, stogi spłonęły doszczętnie Mimo wysiłków strażaków, stogi spłonęły doszczętnie

Mimo wysiłków strażaków, stogi spłonęły doszczętnie (© KUBA CZEKAŁA )

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Czarna seria rozpoczęła się w środę 2 września. Pierwszy pożar wybuchł kilkanaście godzin po zatrzymaniu strażaka podpalacza z Kuślina.

Około godziny 3.30 jeden zastęp strażaków z Opalenicy udał się do Daków, gdzie przy polnej drodze na Granowo płonął złożony z około stu bel słomy stóg. Kiedy ratownicy dojechali na miejsce, ogień pochłonął już całą słomę. Zabezpieczono więc miejsce zdarzenia i przystąpiono do działań gaśniczych.

Trzy dni później, w sobotę miejscowi strażacy w odstępie czasowym gasili dwa baloty somy.- Było już ciemno, wyjechaliśmy do pożaru jednego balotu słomy leżącego na polu - mówi strażak z OSP Dakowy Mokre. - Kiedy uporaliśmy się z ogniem zauważyliśmy, że kilkadziesiąt metrów dalej, ale za dużym rowem płonie kolejny balot. To nie był przypadek. Ogień nie mógł się sam przenieść, bo za duża odległość. Poza tym w obu pożarach była różnica czasowa. Widzieliśmy także odjeżdżający bez świateł samochód.Mimo takiego rozwoju wypadków mieszkańcy nie przeczuwali jeszcze nic złego, wydawało się, że to zwyczajne przypadkowe zdarzenia. Ich wątpliwości zostały rozwiane we wtorek, a więc trzy dni po sobotnich zdarzeniach.

Kilkanaście minut po godzinie 20, we wtorek 8 września dyżurny Powiatowego Centrum Kierowania otrzymał zgłoszenie o pożarze stogu w Dakowach Mokrych. Do akcji natychmiast zadysponowano strażaków z OSP Opalenica oraz miejscowych ochotników. Niestety liczącego 150 balotów stogu nie udało się uratować. Nie było to ostatnie wydarzenie tej nocy.- Dogaszaliśmy płonącą słomę - mówi Paweł Konieczny z OSP Opalenica. - Został nasz jeden zastęp. Drugi oraz miejscowi wrócili już do jednostek. Nagle mimochodem spojrzałem na prawo od źródła ognia. Tam, jakieś trzysta, czterysta metrów dalej zobaczyłem ogromne języki ognia, które nagle buchnęły ze stogu. Natychmiast zaalarmowaliśmy stanowisko kierowania, a sami ruszyliśmy do nowego pożaru, ponieważ stóg, który gasiliśmy nie stwarzał żadnego zagrożenia. Jadąc przez pole nagle natknęliśmy się na duży rów. Musieliśmy zawrócić i objechać przeszkodę.Mimo, że strażacy szybko interweniowali, a na miejsce dotarł drugi zastęp, stogu nie udało się uratować. Spłonęło ponad 200 balotów.Na miejsce akcji po raz drugi tej nocy dotarł dowódca z Komendy Powiatowej PSP aspirant Roman Kupsz. Po krótki zapoznaniu się z sytuacją wziął on dwóch miejscowych strażaków i wraz z nimi objechał znajdujące się w okolicy stogi. Miało to na celu sprawdzenie, czy gdzieś jeszcze nie ma zagrożenia wybuchu ognia. W wiosce zapanowała psychoza strachu. Ludzie w nocy wyszli na ulicę i z niedowierzaniem patrzyli na to co, się dzieje. Wielu gospodarzy tej nocy nie zmrużyło oka. Z latarkami i psami obchodzili zabudowania w obawie przed pożarem, bo w to, że stogi palą się przypadkowo nie wierzy już nikt. Trudno się rolnikom dziwić, ponieważ składowana przez nich słoma w większości przypadków jest im potrzebna przy hodowli zwierząt, aby bezpiecznie przetrwać zimę. Nie zmieni tego żadne odszkodowanie, bo rolnicy jak sami podkreślają, potrzebują słomy, a nie pieniędzy.Na razie na Dakowy padł blady strach. Mieszkańcy boją się jutra, a raczej kolejnej nocy, bo za dnia pożary nie wybuchają.

Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!