Wioletta Woźna od samego początku wierzyła, że Róża będzie spała w przygotowanym przez nich łóżeczku Wioletta Woźna od samego początku wierzyła, że Róża będzie spała w przygotowanym przez nich łóżeczku

Wioletta Woźna od samego początku wierzyła, że Róża będzie spała w przygotowanym przez nich łóżeczku (© Krzysztof Sobkowski)

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Dziękuję wszystkim z całego serca – to pierwsze słowa Wioletty Woźnej, która odzyskała swą córeczkę. We wtorek, późnym popołudniem, sędzia Jolanta Biniak z Sądu Rejonowego w Szamotułach uchyliła lipcowe postanowienie o umieszczeniu noworodka w rodzinie zastępczej.

Niespełna dwumiesięczna Róża w środę wróciła do rodzinnego domu w Błotach Wielkich. Ta decyzja nie jest jednak ostateczna. Niemowlę zostanie przy rodzicach na czas trwania postępowania o ograniczenie praw rodzicielskich.

– Dzisiejsza decyzja nie jest ostateczna. Postępowanie może zakończyć się zarówno ograniczeniem praw rodzicielskich, jak i decyzją o braku podstaw do dalszej ingerencji we władzę rodzicielską – tłumaczyła swą decyzję sędzia Jolanta Biniak. Przed rodziną spod Wronek jeszcze więc kilka miesięcy sądowej batalii o dzieci.
We wtorkowej decyzji szamotulski wymiar sprawiedliwości podkreślił, że impulsem do odebrania noworodka matce nie była opinia kuratora, który stwierdził brud w domu, ale sygnały od zaniepokojonego personelu szpitala brakiem zainteresowania matki nowo narodzonym dzieckiem. Te obawy miał z kolei potwierdzić wywiad sporządzony przez pielęgniarkę środowiskową. Szamotulski Sąd Rejonowy w końcu lipca uznał więc Wiolettę Woźną za niezdolną zaopiekować się swoim dzieckiem i umieścił sześciodniową Różę w rodzinie zastępczej. W opinii sędzi Biniak zawinili też opieszali pracownicy socjalni.

Choć Władysław Szwak i Wioletta Woźna odzyskali córeczkę, to sąd postanowił kontrolować rodzinę. Warunkiem powrotu dziecka jest ścisła kontrola kuratora sądowego i cotygodniowe raporty o sytuacji w domu w Błotach Wielkich. Podobne opinie mają wystawiać też pracownicy socjalni, którzy zostali zobowiązani do ścisłej współpracy z sądem. Dodatkowo przez sześć godzin dziennie rodzinie będzie towarzyszyła opiekunka z ośrodka pomocy społecznej we Wronkach. To między innymi brak takiego wsparcia zarzuciła sędzia pracownikom socjalnym.

Te zarzuty odpiera Weronika Klimuntowska – Nawrocka, kierownik Miejsko – Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej we Wronkach. – Rodzina Szwaków była objęta naszą pomocą od kilku lat. Gdy zaproponowaliśmy opiekunkę, ojciec odmówił, a my nie mamy prawa nikogo zmusić do przyjęcia naszej oferty. Sąd szuka kozła ofiarnego, bo nie potrafi się przyznać do swego błędu – krytykowała kobieta. Działania sądu krytykował też ksiądz Paweł Pawlicki proboszcz parafii w Chojnie, który towarzyszył rodzinie na wtorkowej rozprawie.

– Niedopuszczalna jest taka nienaturalna ingerencja państwa w życie tej rodziny – komentował proboszcz. W sądzie toczy się nadal sprawa o pozbawienie i ograniczenie praw rodzicielskich do czwórki dzieci Szwaków.

Radość Wioletty Woźnej i Władysława Szwaka z jednej strony, a rozpacz zastępczych rodziców z drugiej – to z kolei emocje, które towarzyszyły rodzinom podczas środowego przekazania dziecka biologicznym rodzicom. Do Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Szamotułach, gdzie dopełniono formalności przyjechali rodzice zastępczy oraz biologiczni wraz z córką Natalią. – Zabrałam z sobą nosidełko, kocyk i becik dla mojego dziecka – cieszyła się Wioletta Woźna. – Dziś będę mógł spać spokojnie – ocierał łzy Władysław Szwak. – Nasza rodzina będzie w końcu w komplecie – zaznaczał. Różyczka miała zostać przekazana rodzicom w samo południe. Procedury przesunęły się jednak w czasie. Zza zamkniętych drzwi dawało się słyszeć płacz niemowlęcia. Okazało się, że... dziecko zgłodniało. Trzeba było najpierw je nakarmić i po raz pierwszy zrobiła to biologiczna mama. – Dla tej rodziny to dzisiaj święto – mówił z dumą sołtys Chojna, Jarosław Mikołajczak, którzy przywiózł rodzinę do Szamotuł. – Spotkanie rodziców biologicznych i zastępczych nie było pierwszym. Obie rodziny spotykały się już czterokrotnie – mówi Bernadeta Markiewicz, dyrektor PCPR. – Nieco trudniej jest z rodzicami zastępczymi. Dla nich to ogromny szok. Są jednak pod stałą opieką naszego psychologa – podsumowała.

Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!