Przemysł samochodowy to jedna z tych branż, które wciąż notują systematyczny spadek produkcji

Przemysł samochodowy to jedna z tych branż, które wciąż notują systematyczny spadek produkcji. Tam na koniec kryzysu przyjdzie zapewne jeszcze poczekać (© M. Suchan)

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Jak wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego, niektóre branże gospodarki zaczynają wychodzić z kryzysu. Choć globalnie rzecz biorąc produkcja jest niższa niż w sierpniu ubiegłego roku, to jednak spadki rok do roku są mniejsze niż w lipcu.

Po raz pierwszy w tym roku w części dziedzin odnotowano niewielkie wzrosty. Bezrobocie jednak wciąż dynamicznie rośnie i prawdopodobnie będzie tak jeszcze przez przynajmniej kilka, jeśli nie kilkanaście miesięcy.

W stosunkowo najlepszej sytuacji są producenci sprzętu komputerowego, urządzeń elektronicznych i optycznych. U nich po kilkumiesięcznych spadkach nastąpił w sierpniu wzrost produkcji.

Nieźle też jest w budownictwie. W porównaniu z sierpniem ubiegłego roku wybudowano aż o 11 proc. obiektów więcej. Na tym jednak dobre wiadomości się kończą. Wzrost produkcji budowlanej nastąpił bowiem dzięki obiektom inżynieryjnym. Budownictwo mieszkaniowe zaś, które w większym stopniu oddziaływuje na kondycję całej gospodarki, zanotowało w porównaniu z ubiegłym rokiem zdecydowany (aż o 10 proc.) spadek.

- Mimo wszystko sytuacja skłania do optymizmu - twierdzi Roman Przasnyski, główny analityk Gold Finance. - W zeszłym miesiącu branż borykających się ze spadkami produkcji było aż 23, teraz tylko 19. To pierwsze oznaki poprawy.

W najgorszej sytuacji jest przemysł ciężki: producenci maszyn, środków transportu, a także kopalnie cały czas tracą zamówienia i wyhamowują produkcję. Po części to także wpływa na rosnące bezrobocie. Ale nie tylko. Równie duże znaczenie ma fakt, że obecnie w urzędach pracy rejestrują się tegoroczni absolwenci, a także osoby, które zakończyły prace sezonowe na przykład w rolnictwie czy przemyśle przetwórczym.

O ile w lipcu tego roku w Powiatowym Urzędzie Pracy w Poznaniu zarejestrowanych było 11 226 osób, o tyle miesiąc później liczba bezrobotnych wzrosła o ponad 600 osób.

Jednocześnie czekało na nie znacznie mniej ofert pracy. W lipcu było ich 907. W sierpniu już tylko 726. Większość z nich (555) to oferty od pracodawców z siedzibą w Poznaniu. O pozostałe 171 starało się ponad 3000 bezrobotnych z okolicznych gmin. Żeby jednak liczba miejsc pracy nie malała, potrzebny jest wzrost gospodarczy. Ten na poziomie około 2 procent rocznie gwarantuje jedynie stabilność zatrudnienia tym, którzy już pracują. Aby miejsc pracy przybywało powinien być jeszcze wyższy. Analitycy przewidują, że nie możemy na niego liczyć jeszcze przez najbliższy rok.

Z drugiej strony przedsiębiorcy zwracają uwagę, że i do skorzystania z dostępnych ofert nie ma nadmiaru chętnych. Bartłomiej Rolicki, dyrektor uruchomionego w zeszłym tygodniu Obserwatorium Regionalnych Rynków Pracy, twierdzi, że dla przedsiębiorców kolosalne znaczenie w przygotowywaniu ewentualnych inwestycji mają informacje o fachowcach, których w określonych regionach można znaleźć. Tych wciąż brakuje.

Podobnie jak chętnych do pracy w handlu i sprzedaży. Te branże wciąż intensywnie szukają pracowników. Podobnie ze znalezieniem pracy nie powinni mieć problemów inżynierowie i technicy. Brak chętnych przy rosnącym bezrobociu oznacza, że proponowane warunki pracy są niezadowalające.

O ile jeszcze na wiosnę poszukiwano pracowników w usługach, a także w branży finansowej, o tyle teraz tego rodzaju oferty należą do rzadkości.

- Zmiana w strukturze ofert pracy dowodzi, że polska gospodarka także się zmienia - twierdzi Przasnyski. - Do tego największe tendencje wzrostowe, jeśli chodzi o produkcję, wykazują branże uważane za nowoczesne. To dowodzi, że jako kraj wkroczyliśmy w kolejny etap rozwoju.
Wiele jednak wskazuje, że z coraz gorszą sytuacją przemysłu ciężkiego będziemy się borykać jeszcze przez najbliższe miesiące.

Analitycy mają nadzieję, że nadchodzące miesiące nie przyniosą ani spadku konsumpcji, ani rozwiązań ustawowych ograniczających na przykład pracę handlu. Gdyby tak się nie stało, pracę może stracić w skali województwa kolejne kilka tysięcy osób. Oni także, wraz z pracownikami czasowymi, z których firmy rezygnują, przez najbliższe miesiące zasilaliby rzesze bezrobotnych.

To jednak w dalszej kolejności oznacza stopniowy spadek kosztów pracy. To wiadomość raczej optymistyczna dla przedsiębiorców, których firmom udało się przetrwać kryzys.

Czytaj także

    Komentarze (1)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    bezrobotny (gość)

    dzis dostałem wypowiedzenie mam 26 lat i z kazej strony bieda nedza i nic wiecej trace sens życia