Ależ to był mecz, ależ emocje! W piątym secie, przy stanie 14:13 Hiszpanie mieli meczbola. Paweł Zagumny posyła piłkę do Piotra Gruszki. Ten nie kończy jednak akcji. Hiszpanie wyprowadzają kontrę. Piłka jest w górze.

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
Do ataku rusza mistrz Europy sprzed dwóch lat, na co dzień siatkarz włoskiej serie A Israel Rodriguez. W tym meczu niemal nie do zatrzymania (17 pkt). W górze także polska ściana. Na jej środku Marcin Możdżonek, obok Bartek Kurek, z drugiej strony Piotr Gruszka. Każdy grubo ponad dwa metry wzrostu. Tętno całej trójki 200. Kibiców przed telewizorami niewiele mniejsze.
Chwilę później Gruszka całuje parkiet. To on zablokował Rodrigueza. Mamy remis. To była być może najważniejsza akcja tych mistrzostw. Hiszpanie jeszcze odpowiedzieli atakiem Guillermo Falaski, ale później punkty zdobywaliśmy już tylko my. Wygraliśmy seta 17:15 i całe spotkanie 3:2.

To zwycięstwo daje nam niemal pewność, że Polska zagra w półfinale. Do końca fazy grupowej zostały nam dwa mecze – dziś ze Słowacją, jutro z Grekami, ale wobec porażki tych ostatnich z Niemcami 1:3 biało-czerwoni są już jedyną niepokonaną drużyną z tych, które rywalizują w Izmirze. Jedna wygrana na pewno daje nam półfinał, ale możemy wejść także przy dwóch porażkach.
A Gruszka może świętować. To był jego mecz. Nie tylko dlatego, że zatrzymał Rodrigueza. Jak cała nasza drużyna miał w tym spotkaniu słabsze momenty. W czwartej partii usiadł nawet na ławce (znów dobra zmiana Kuby Jarosza).

Daniel Castellani jest bardzo konsekwentny w swej taktyce. Gdy zaczynał się tie-break, Gruszka był znów na parkiecie i nie zawiódł! Jak powiedział nam dzień wcześniej, nie ma problemu z tym, że musi usiąść na ławce. Cieszy się, gdy młody Jarosz udanie go zastępuje.

W całym meczu Gruszka zdobył 23 punkty. Atakował z prawie 50-procentową skutecznością! I większość z tych ataków to nie były zbicia na pojedynczym bloku. „Grucha” bił się z całą hiszpańską armadą, która wczoraj przypomniała sobie nagle, że w Turcji broni tytułu mistrza Europy.

Atakujący Delecty Bydgoszcz wobec słabszego dnia naszego dotychczasowego bombardiera Bartka Kurka prawie nie zwalniał ręki. Atakował na podwójnym i potrójnym bloku, przełamywał go. Jak za swych najlepszych lat, gdy to o nim mówiono, że może zostać pierwszym przyjmującym świata.

Sportowa fortuna potrafi jednak spłatać figla. Bo przecież gdyby zdrowy był Mariusz Wlazły, to Gruszka pewnie w ogóle by do Izmiru nie pojechał i mógłby już tylko wspominać, że gdy grał w igrzyskach w Atlancie, Kurek miał osiem lat!


Więcej w dzisiejszym wydaniu Polska Głos Wielkopolski, lub www.prasa24.pl

Wiadomości Poznań, Wydarzenia Poznań

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!