Brat zabitego pokazuje ślady ciężarówki  DAF pchającej fiata 126p

Brat zabitego pokazuje ślady ciężarówki DAF pchającej fiata 126p. Zdjęcie wykonano dwa tygodnie po tragedii (© Krzysztof M. Kaźmierczak)

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Sąd zlecił przeprowadzenie ekspertyzy w sprawie głośnego wypadku w Kalwach biegłym z Krakowa, ale wykonali ją (po roku oczekiwania) eksperci z Poznania. Opinia zawiera dwie odmienne wersje przebiegu tragedii. Jedna z nich jest sprzeczna ze śladami pozostawionymi na miejscu wypadku.

Według pierwszej rekonstrukcji przygotowanej przez zespół ekspertów z Zielonej Góry, ciężarówka najechała na jadącego przed nią fiata 126p z przyczepką. Następnie pchając go przed sobą zjechała na przeciwny pas jezdni. Ich zdaniem na taki przebieg wypadku wskazywały liczne ślady na miejscu zdarzenia oraz policyjna dokumentacja.

Opinia poznańskich specjalistów potwierdza, że tragedia mogła mieć właśnie taki przebieg. Równocześnie biegli przedstawili alternatywną wersję wypadku twierdząc, że mogło dojść do nietypowego zderzenia czołowego.

Zdaniem ekspertów ze stolicy Wielkopolski mogło dojść do zderzenia czołowego o bardzo nietypowym przebiegu. Fiat miał jechać z przeciwnego kierunku niż ciężarówka, ale obrócił się o 180 stopni i jadąc tyłem zjechał na druga stronę jezdni uderzając czołowo w DAF-a.

Argumentem za wykonaniem przez "malucha" obrotu jest według biegłych jej duże obciążenie auta przewożonymi kamieniami. Wyliczyli, że ważyły one przynajmniej 383 kg. Zgodnie z zasadami fizyki im większa waga pojazdu, tym bardziej widoczne powinny być ślady pozostawione podczas wykonywania obrotu i zjazdu na przeciwległy pas pod ciężarówkę. Tymczasem ich nie ma. Na jezdni pozostały za to widoczne (widać je było wiele tygodni po wypadku) ślady po ciężarówce pchającej fiata już po zderzeniu. Co ciekawe, właśnie taką wersję o czołowym zderzeniu forsowali (bez żadnej ekspertyzy i dowodów) poznańscy policjanci wnioskując o umorzenie sprawy bez wykonania rekonstrukcji wypadku.

Obrońca kierowcy ciężarówki kwestionował pierwszą ekspertyzę m.in. twierdzeniem, że jest ona zbyt specjalistyczna. Nowa opinia nie ustępuje jej pod tym względem, a nawet przewyższa ją zawiłością argumentacji wersji o zderzeniu czołowym z jadącym tyłem fiatem. Nie wiadomo jednak, czy zostanie ona wzięta przez sąd pod uwagę. Już miesiąc temu sędzia Jarema Sawiński, rzecznik Sądu Okręgowego Poznaniu stwierdził, że wykonanie rekonstrukcji zlecono biegłym z Krakowa. a jeśli zrobią ją specjaliści z Poznania, to nie będzie to zgodne z dyspozycją sądu.

- Ekspertyzę mieli zrobić biegli z innego województwa, aby wykluczyć podejrzenia o stronniczość. Nie mogę zrozumieć dlaczego stało się inaczej - mówi zmartwiona Dorota Chudzicka, wdowa po zabitym w wypadku kierowcy.

Jeśli sąd z urzędu nie odrzuci opinii zamierza o to wnioskować rodzina ofiary. Losy ekspertyzy i dalszego przebiegu sprawy rozstrzygną się na rozprawie 30 września.

Zagadkowy wypadek
Wyjaśnianie tragedii trwa już prawie trzy lata.

Do zdarzenia doszło w listopadzie 2006 r. Uczestnicząca w nim ciężarówka należała do brata rzecznika policji. Kierowca "malucha" zginął na miejscu. Osierocił trójkę dzieci. Policja obciążyła zmarłego winą za rzekome doprowadzenie do zderzenia czołowego. Postępowanie pospiesznie umorzono bez powoływania biegłego. Prokuratura podjęła sprawę po dziennikarskim śledztwie "Polski Głosu Wielkopolskiego". Sąd skazał kierowcę ciężarówki na 1,5 roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na 4 lata. Apelację od wyroku złożył skazany oraz prokuratura, która chce dla niego surowszej kary.


Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!