Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Po tym, co nasza reprezentacja pokazała wczoraj w meczu ze Słowenią w Mariborze, trudno się nawet nad nią pastwić. Tak byłoby najprościej i najsprawiedliwiej. Nad tą trumną powinna jednak zapaść tylko cisza.

Po raz kolejny skończyło się na kompromitacji, tym razem największej w tych eliminacjach – 0:3 po grze, jakiej nie widzieliśmy od dawna. Mimo że teoretycznie mamy jeszcze szanse na 2. miejsce w grupie i baraże, to na 99 procent mundial obejrzymy w telewizji. Beenhakker żegna się z Polską. Zostawia po sobie spaloną ziemię.

– Przygoda Leo z Polską kadrą się skończyła – powiedział wczoraj w Mariborze wiceprezes PZPN Antoni Piechniczek. Na pytanie, co to oznacza, odpowiedział: – Spotkamy się z trenerem i sobie porozmawiamy.

Prezes Lato nie pozostawił jednak złudzeń: – To koniec Beenhakkera! Przestaje być selekcjonerem kadry Polski.
Można się było spodziewać, że w meczu ze Słowenią reprezentacja Polski prochu nie wymyśli. Optymizmu nie było skąd czerpać, skoro dzień przed spotkaniem kapitan naszej kadry Michał Żewłakow na pytanie, czy może zapewnić, że zagramy lepiej niż z Irlandią Płn., odparł tylko: – Gramy tak, że obiecać nie mogę niczego.
Miał rację Zbigniew Boniek, który po spotkaniu z Irlandią Północną stwierdził, że zagraliśmy całkiem niezły mecz, bo tej kadry na więcej dziś nie stać. Ze Słowenią było dużo gorzej. Nie chodzi nawet o to, że nasi piłkarze mieli problemy z wymieniem trzech szybkich podań w ataku. Że ich akcje były w tempie... W żadnym tempie. Że aby wykręcić niektórych naszych obrońców z murawy, trzeba było użyć śrubokręta.

Piłkarze Leo od pierwszej minuty udowodnili, że reprezentacja w takim kształcie nie ma prawa dalej istnieć. Że zamiast cieszyć, będzie coraz bardziej frustrować. Doczekaliśmy się czasów, gdy najgroźniejsze akcje w meczu ze Słowenią stwarzają... kibice przeciwników. Wczoraj nadzieję na korzystny rezultat mieliśmy tylko w momencie, gdy na murawę spadło kilka rac. – Walkower – krzyknęło kilku polskich fanów, ale i oni wiedzieli, że to tylko marzenie ściętej głowy, bo skończy się co najwyżej na karach finansowych. Tym razem to nie nasi fani robili awantury na stadionie. Choć zajęli tylko jeden sektor, momentami przekrzykiwali Słoweńców. Na koniec odśpiewali hymn, ten prawdziwy, narodowy, choć wiele razy intonowali ten na cześć PZPN-u. Mieli za złe, że działacze 600 biletów, które trafiły do Polski, rozdzielili głównie między siebie. „Jesteśmy zawsze tam, gdzie PZPN biletów nie ma” – taki transparent wywiesili na sektorze i co rusz pozdrawiali Latę.

Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!