Robert Makłowicz: Nie da się zrozumieć miejsca, jeśli nie pozna się jego kuchni - Zaczęło się lato, Polacy rzucają się do grilla... - Rzeczywiście.

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
Robert Makłowicz: Nie da się zrozumieć miejsca, jeśli nie pozna się jego kuchni



- Zaczęło się lato, Polacy rzucają się do grilla...

- Rzeczywiście. W naszym kraju jak tylko robi się cieplej, ze wszystkich ogródków, działek i balkonów zaczyna unosić się dym. To ostatnio ulubiony sposób na spędzanie wolnego czasu w plenerze, chociaż grill według większości Polaków oznacza wrzucenie na ruszt kiełbasy i zapiciu jest 30 litrami ciepłego piwa. Dla mnie to nie jest grill, chociaż i kiełbasa, i piwo mogą być przyjemne. A mogą i być nikczemne. Jak wszystko co się z tym węglem drzewnym, rusztem i grillem robi.



- Według Pana jaki jest najprzyjemniejszy sposób grillowania? Polacy grillują głównie mięso, ale przecież można wszystko.

- Oczywiście, że wszystko. Jarzyny pieczone na ruszcie według mnie są często znacznie lepsze niż gotowane. Ryby - choć może nie każdy gatunek - to przecież coś, co jest stworzone żeby je w ten sposób piec. Wszystko jest kwestią techniki, marynat, wcześniejszych przygotowań. Ludzie z natury rzeczy są leniwi, więc zazwyczaj kupują jakiś gotowy kawał mięsa, centralnie posypanego różnymi świństwami, jakimiś wzmacniaczami smaku i zapachu. A chytrzy właściciele sklepów w ten sposób po prostu utylizują gorsze mięso. Bo jak coś jest posypane przerażającą ilością kolorowych rzeczy, to nie widać, jak to naprawdę wygląda. Ja, jeśli w ogóle sięgam po mięso na ruszt, to nie używam gotowego, tylko sam je przygotowuję. Tak naprawdę temat grillowania to ocean. Ta materia jest nieskończenie głęboka, jak Rów Mariański.



- Może jakiś przepis na grillowanie warzywo w takim razie?
- Wystarczy wziąć zwykłą czerwoną paprykę, położyć na ruszcie i piec ją dopóki skórka nie zczernieje. Potem włożyć ją na chwilę do papierowego worka i zamknąć. Ona wtedy już będzie miękka, odparuje, skórka idealnie zejdzie. Wyrzuca się wtedy nasionka ze środka, kroi się paprykę w plastry, można ją zalać jogurtem z czosnkiem albo oliwą czy octem winnym. Albo całe bakłażany trzyma się na ruszcie także dopóki skóra nie zrobi się czarna. Wtedy się je obiera, miksuje razem z jogurtem i czosnkiem. Kuchnia turecka i wszystkie kuchnie bałkańskie mają swoje przepisy właśnie na takie dania.



- „Fuzja smaków” to podróż przez kulinaria. Czy tak Pan zwiedza kraje - przez kuchnię?
- Zwiedzam kraje przez to, co mają najciekawszego do zaoferowania. Jedzenie traktuję jako fragment kultury miejscowej. To się ze sobą bardzo ściśle łączy. Ta kultura, szeroko pojęta, to także religia, miejscowe tradycje, historia danego miejsca. W tym wszystkim jak w zwierciadle odbija się kuchnia. Nie da oddzielić kuchni od historii kraju. Kuchnia jest wynikiem tej historii. A także temperamentu mieszkańców, położenia geograficznego...To uniwersalny klucz do odczytania prawdy o miejscu, w którym się w danej chwili znajdujemy. Mówi nam bardzo dużo o jego mieszkańcach. Co jedzą, jak jedzą, jak celebrują czas jedzenia. To jeden z bardzo ważnych elementów poznawczych. Moim zdaniem nie da się zrozumieć danego miejsca nie starając się zrozumieć jego kuchni. Ta wiedza będzie wtedy niepełna.



- Ale bywa tak, że ludzie wyruszając w podróż, boją się spróbować miejscowej kuchni. Idą po linii najmniejszego oporu, czyli do Burger Kinga czy McDonald'sa.
- Myślę, że to się mimo wszystko trochę zmienia, na korzyść. Mówię o Polakach. Jeszcze 10, 15 lat temu uczestnicy wycieczek zorganizowanych w hotelach, w których spali, domagali się polskiego jedzenia. To było karykaturalne. Jak zmusić Greka, Turka, Egipcjanina żeby zrobił coś polskiego? To tak, jakby w polskich hotelach, gdzie zatrzymuje się Grek czy Egipcjanin, gotować greckie posiłki. Ale to się zmienia. Teraz, po pierwsze, więcej osób podróżuje indywidualnie. Po drugie, nawet ci, którzy jeżdżą w sposób zorganizowany, coraz chętniej oddają się urokom miejscowego jedzenia. Wystarczy zerknąć do Internetu, gdzie ludzie prześcigają się w publikowaniu przepisów, często bardzo egzotycznych, które przywieźli z wakacji. Nasza kultura kulinarna niezwykle się poszerzyła w ciągu ostatnich lat. Oczywiście to dotyczy kilku procent społeczeństwa, ale Polska jest dużym krajem, więc oznacza to sporo osób. Zresztą - to rozszerzenia kultury kulinarnej widać też po tym, co dzieje się w naszych sklepach. Kupienie świeżej trawki cytrynowej, tajskiej bazylii czy liści drzewa curry w tej chwili w dużym mieście w Polsce nie jest problemem. Tych sklepów nie prowadzi Caritas. Więc skoro ktoś to prowadzi, to dlatego, że ktoś takie rzeczy kupuje. 10 lat temu było to kompletnie nie do pomyślenia.


Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!