Dyr

Dyr. P. Daroszewski i dr M. Sokólski: na tym łóżku leżał... (© M. Zakrzewski)

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Szpital MSWiA w Poznaniu od roku ściga pacjenta z Nowej Zelandii, uczestnika grudniowego Szczytu Klimatycznego, który nie zapłacił za kurację. Rachunku nie chce uregulować jego ubezpieczyciel, a ambasada odmawia pomocy w dotarciu do obywatela swojego kraju.

Sześćdziesięciolatek legitymujący się paszportem Nowej Zelandii sam zgłosił się najpierw do poznańskiego Szpitala przy ul. Lutyckiej. Stamtąd, ponieważ dotarł do Poznania na klimatyczne spotkanie, został przekazany na oddział Szpitala MSWiA, którego zadaniem była medyczna opieka nad międzynarodowym gremium.

- Przyjęliśmy go z dławicą niestabilną, ale farmakologiczne leczenie okazało się nieskuteczne, więc zwróciliśmy się do Greenland Hospital w Nowej Zelandii, którego był pacjentem, po informację z przebiegu wcześniejszego leczenia - wyjaśnia Przemysław Daroszewski, dyrektor szpitala.

Z wywiadu było wiadomo, że chory przeszedł już jeden zawał, a kilka tygodni przed przylotem do Polski miał założone by-passy. Nowozelandzcy medycy nadesłali pełny wykaz chorób przebytych przez tego mężczyznę, z których wynikało, że ostry zespół wieńcowy i nadciśnienie tętnicze nie wyczerpują pełnej listy schorzeń.

Specjalistyczna diagnostyka, na którą przewieźli pacjenta do Szpitala Strusia, wykazała poważne zwężenie tętnicy. Naczynie pozostawione w tym stanie mogło w każdej chwili doprowadzić do katastrofy. Kardiolodzy ze "Strusia" wykonali więc to, co do nich należało i z założonymi stentami, które poszerzały tętnicę, oddali chorego właściwej placówce. Do uratowanego pacjenta dołączyli rachunek w wysokości 15.408 złotych.

- Zaraz zapłaciliśmy, doliczając do tego koszt podanych leków w czasie hospitalizacji i transport. Rachunek wyniósł około 20 tysięcy złotych - opowiada dyrektor.

Dr Michał Sokólski, któremu przypadło leczenie Nowozelandczyka, bo zna angielski, bardzo szybko nabrał podejrzeń, że coś on kręci: - Już na pierwsze słowo, gdy wymieniłem kwotę, którą należy zapłacić, bardzo się zdenerwował, a nawet stał się agresywny, powtarzając przy tym, że ma misję do spełnienia.

I tyle go widziano. Chyłkiem czmychnął ze szpitala, pozostawiając kapcie i kartę choroby. Od 4 grudnia zeszłego roku trwa pościg za uciekinierem. Jego ubezpieczyciel - International SOS - tłumaczy, że takie zabiegi nie wchodzą w zakres ubezpieczenia. Ambasada Nowej Zelandii po trzykrotnej wymianie pism, gdy proszono ją o pomoc w dostarczeniu rachunku rodakowi, zasłoniła się - ni z gruszki ni z pietruszki - "ochroną danych osobowych". I dołączyła zdanie: "Ten pan nie życzy sobie, abyśmy mu pomagali".

- Rachunek rośnie, bo doliczymy jeszcze odsetki i naradzimy się z prawnikiem, jak wyegzekwować te pieniądze - zapowiada dyrektor Przemysław Daroszewski.

Czarna owca
Szpital MSWiA podczas Szczytu Klimatycznego hospitalizował 9 uczestników - z zawałami, zapaleniem płuc, astmą. Wszystkie koszty natychmiast zostały uregulowane. Razem ze 111. Szpitalem Wojskowym udzielono też ponad 200 doraźnych pomocy na oddziale ratunkowym, za które także zapłacono. Uczestnicy szczytu mieli indywidaulne polisy bądź rachunki płaciły ambasady. Polskie Ministerstwo Środowiska pokryło jedynie koszty tzw. gotowości . Tylko jedna "czarna owca" nie zapłaciła...

Czytaj także

    Komentarze (1)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Więcej na temat: