Jerzy Urban, choć nie musiał, zjawił się w czwartek w sali pilskiego Sądu Okręgowego. Jego zeznania mogą być bowiem kluczowe dla wyniku procesu, który jego spółka URMA wytoczyła byłemu współpracownikowi Waldemarowi T.

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
Jerzy Urban, choć nie musiał, zjawił się w czwartek w sali pilskiego Sądu Okręgowego. Jego zeznania mogą być bowiem kluczowe dla wyniku procesu, który jego spółka URMA wytoczyła byłemu współpracownikowi Waldemarowi T. P. Chodzi o 214 tys. złotych, które redakcja tygodnika "NIE" musiała zapłacić za publikację przeprosin ministra Zbigniewa Ćwiąkalskiego na łamach "Gazety Wyborczej" i "Rzeczpospolitej".
Przepraszali za kłamliwy artykuł o rzekomej wizycie ministra sprawiedliwości w domu Henryka Stokłosy. Inicjatorem i współautorem tekstu był właśnie pilski dziennikarz.
- Strasznie się czułem, jak prawda wyszła na jaw - przyznaje Jerzy Urban, redaktor naczelny tygodnika "NIE". - Daliśmy d..., jak jeszcze nigdy nikt.


Waldemar T.P. nie pojawił się na sali sądowej. Pełnomocnik spółki URMA złożył nawet wniosek o wydanie wyroku zaocznie. Sędzia Jolanta Czajka-Bałon uznała, że na wyrok jest jeszcze za wcześnie. Kolejna rozprawa odbędzie się 1 września. Będą na niej zeznawać ludzie tygodnika - Andrzej Rozenek i Bożena Dunat. Nie wiadomo, czy pojawi się sam pozwany.


Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!