"Whiplash" - kadr z filmu

(© Materiały prasowe)

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

"Whiplash" to opowieść o młodym adepcie szkoły muzycznej, Film o perfekcjonizmie, który

Filmów o dążeniu do doskonałości, o marzeniach w byciu najlepszym w danej dziedzinie czy chociażby o osiąganiu wyznaczonych życiowych celów było już sporo. Damien Chazelle pokazuje jednak, że nawet w tak pozornie prostym i znanym wszystkim temacie, da się ciągle zrobić porządny film. Film, który nie tylko przyciąga obrazem czy grą aktorską, ale również, a może przede wszystkim, ścieżką dźwiękową.

Whiplash to opowieść o młodym adepcie szkoły muzycznej, Andrew (w tej roli Miles Teller), który jak wielu w podobnym mu wieku, marzy o wielkiej karierze artysty – chce być nie tylko rozpoznawany, ale dołączyć do największych klasyków jazzowych i wirtuozów perkusji, o których będzie opowiadało się przez długie lata przy rodzinnych stołach. Jak daleko jednak w realizacji swoich marzeń może się posunąć? Z czego jest w stanie zrezygnować, aby nie poddać się w dążeniach do swoich ideałów? Przyjaciele, miłość, a może własne „ja”? Wszystkie słabości młodego chłopaka próbuje odnaleźć i wykorzystać przeciwko niemu jego największy idol – szkolny nauczyciel muzyki, Terence Fletcher (w tej roli J.K. Simmons). Przy pomocy niekonwencjonalnych, jak na szkołę muzyczną metod, próbuje on pchnąć go ku doskonałości i niejako zatraceniu własnego życia.



Czy można poświęcić wszystko w imię własnych ideałów? W imię muzyki? Jak bardzo można zostać poniżonym i czy ma to wpływ na nasz dalszy upór? I wreszcie, gdzie są jego granice?

"Whiplash" to przede wszystkim opowieść o zderzeniu dwóch silnych charakterów – to właśnie ten konflikt pomiędzy nauczycielem wymagającym doskonałości za wszelką cenę a ślepo szukającym akceptacji w jego oczach uczniem, oglądamy na ekranie przez blisko dwie godziny. Muzyka nie jest tutaj jednak tylko tłem, stanowi ona podstawę całej opowieści. To ona w dużej mierze buduje nastrój filmu: wyznacza nie tylko tytuł, który pochodzi od nazwy utworu jazzowego, buduje przebieg fabuły, lecz także jest doskonałym zakończeniem filmu, które nie potrzebuje dodatkowych, wypowiedzianych słów. To wszystko przez muzykę i dla muzyki.

Zwrócenia uwagi wymaga szczególnie dobry montaż, który doskonale współgra z rozbrzmiewającymi dźwiękami. Wszystko to sprawia, że ani przez chwilę nie chce odwracać się wzroku od ekranu i z zapartym tchem słucha się kolejnych taktów granych przez Andrew i jego kolegów z zespołu. Warto też zaznaczyć, że nie jest to typowy amerykański film, który kończy się przesłodzonym do granic happy endem.

Jedno jest jednak pewne – jeżeli filmy „muzyczne” kojarzycie głównie z amerykańskimi produkcjami dla młodzieży, bądź produkcjami rodem z Bollywood, warto wybrać się na "Whiplash" i poznać inny wymiar muzyki na ekranie!

Film można zobaczyć m.in. w kinach sieci Multikino.

Czytaj także

    Komentarze (2)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Zgaga (gość)

    Zdecydowanie polecam wybrać się do kina, póki jeszcze grają. Dlaczego ? Zapraszam tutaj http://gamonia.pl/rewelacyjny-whiplash-az-chcialoby-sie-powiedziec-good-job/

    hamaczek.com.pl (gość)

    Gorąco polecam : http://hamaczek.com.pl/zrozumiec-justyne-kowalczyk-obejrzec-whiplash/