Nie znamy dokładnie liczby pracujących ośrodków in vitro w Polsce. Łatwiej było je policzyć w Wielkopolsce, bo są cztery. Nie wiadomo jednak, czy wszystkie odnoszą sukcesy warte zainteresowania par starających się o dziecko. Nikt ich nie kontroluje i nie czuwa nad ich starannością, bo nie istnieje prawo regulujące funkcjonowanie takich placówek.

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

– Nasi eksperci kilka lat temu przygotowali projekt, który zawierał kryteria ustalone dla takich ośrodków, była w nim mowa również o wykształceniu zatrudnionych tam lekarzy – wspomina prof. Piotr Jędrzejczak z Kliniki Niepłodności i Endokrynologii Rozrodu UM w Poznaniu, najstarszego tego typu ośrodka w naszym regionie.

Chociaż takie regulacje istnieją we wszystkich cywilizowanych krajach, ten projekt nigdy nie ujrzał światła dziennego. Nie doczekał się też oficjalnej wzmianki i komentarza. Dlatego przez prawie 10 lat istnienia poznańskiej klinicznej placówki nie było w niej żadnego kontrolera ciekawego, co się dzieje z niewykorzystanymi zarodkami.
– Przechowujemy wszystkie bez względu na to, czy para jeszcze jest nimi zainteresowana – informuje poznański profesor.

Nadal pozostają własnością nawet tych osób, które, chociażby z racji wieku, nie będą już chciały korzystać z metody in vitro. Koszty, jak słyszymy, nie są wielkie, więc nie obciążają finansów kliniki. Lekarze są spokojni, że postępują zgodnie z własnym sumieniem i etyką lekarską. Podobne słowa słyszy pacjentka w Invimedzie, ośrodku z holenderskim rodowodem, gdzie padają zapewnienia o ISO i przechowywaniu zarodków w nieskończoność, czyli do chwili ukazania się przepisów. Także tutaj żadna państwowa, ani samorządowa instancja nie zawitała, aby skontrolować, czy wszystko jest zgodne ze sztuką medyczną. Nie było jej, bo nie istnieje taki wymóg w stosunku do żadnej placówki w Wielkopolsce i w Polsce, w której niepłodność leczy się metodą pozaustrojowego zapłodnienia.

Potwierdza to dr med. Tomasz Żak z poznańskiego ośrodka Medart. – Nie ma przecież przepisów – mówi poznański specjalista, który jest członkiem zarządu powołanego niedawno do życia Polskiego Towarzystwa Medycyny Rozrodu.

Doktor Żak twierdzi, że dopiero poprzez tę nową organizację polscy specjaliści mogą zaistnieć za granicą. Ubolewa jednocześnie, że nie ma medycyny rozrodu na polskich uniwersytetach medycznych, które kształciłyby specjalistów.


Więcej w dzisiejszym wydaniu Polska Głos Wielkopolski, lub www.prasa24.pl

Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!