Adam Korol, Michał Jeliński, Marek Kolbowicz i Konrad Wasielewski pokazali, że nie zamierzają oddawać pola rywalom

Adam Korol, Michał Jeliński, Marek Kolbowicz i Konrad Wasielewski pokazali, że nie zamierzają oddawać pola rywalom (© Marek Zakrzewski)

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Tegoroczne mistrzostwa świata rozgrywane w Poznaniu, po raz pierwszy w historii odbywają się w naszym kraju. Gdyby podczas tych zawodów w finale A zabrakło mistrzów olimpijskich z Pekinu i trzykrotnych mistrzów świata, czyli czwórki podwójnej: Adam Korol, Michał Jeliński, Marek Kolbowicz i Konrad Wasielewski, to byłaby wielka sensacja.

Pewnie także sami zawodnicy wstydziliby się pokazać na oczy rodzinom, znajomym i samym sobie. Nic takiego nie będzie miało miejsca, bo biało-czerwoni w doskonałym stylu awansowali wczoraj do finału A, wygrywając swój półfinał.

Polacy rozpoczęli spokojnie, ale też mocno, bo po 500 metrach zajmowali drugą lokatę, tracąc zaledwie 0,06 sekundy do prowadzącej osady Ukrainy. Nasi wschodni sąsiedzi rozpoczęli za mocno, bo na finiszu zabrakło im sił i nie będą walczyli o medale. Tymczasem już na drugim 500-metrowym odcinku biało-czerwoni popłynęli zdecydowanie najszybciej z całej stawki i objęli prowadzenie, którego nie oddali już do mety. Co prawda ostatni odcinek przegrali z Australijczykami i Chorwatami, ale wcześniejsza przewaga pozwoliła im naprawdę spokojnie wygrać.
Po zakończonym wyścigu powody do zadowolenia mieli sami wioślarze, jak również ich trener Aleksander Wojciechowski.

– Na pewno spadł nam wszystkim kamień z serca. Najważniejsze, że u siebie w domu, osada awansowała do finału A. Zawodnicy po tym półfinale wyglądali zdecydowanie lepiej niż po poprzednim wyścigu. Na pewno w niedzielnym finale będzie bardzo trudno – mówił Aleksander Wojciechowski.

W finale rywalami Polaków, obok Australijczyków i Chorwatów, będą także Niemcy, Włosi i Francuzi, z drugiego półfinału.
Wszystko wskazuje na to, że w niedzielnym wyścigu najgroźniejszym rywalem Polaków będą Niemcy.

– Nie płynęliśmy dotąd z nimi, znamy ich tylko z obserwacji. Wydają się być bardzo mocni. Szanujemy każdego przeciwnika i tak naprawdę w tym finale każda ekipa ma szansę na złoto i każda może zająć szóste miejsce. Niektórym się wydaje, że włączamy w pewnym momencie coś w komputerze i jest zwycięstwo. A my nie mamy patentu na wygrywanie. Podczas finału będzie duża presja, duże oczekiwania, ale mam nadzieję, że sobie z tym poradzimy. Choćby tak jak na igrzyskach, a przecież tam gra szła o wiele większą stawkę – powiedział szlakowy osady Adam Korol.
– Jeżeli będą chcieli wygrać w finale z nami, to muszą pobić rekord świata. My również będziemy musieli poprawić najlepszy wynik, jeżeli chcemy ich pokonać Najważniejsze, że złapaliśmy swój rytm. W 95 procentach wykonaliśmy nasze założenia. Z optymizmem patrzę na niedzielny finał – dodawał o Niemcach, drugi z polskiej osady Marek Kolbowicz.

Warto w tym miejscu przypomnieć, że polska czwórka podwójna, na najważniejszych imprezach jest niepokonana od 2005 roku. Wtedy w japońskiej miejscowości Gifu biało-czerwoni po raz pierwszy zostali mistrzami świata. W 2006 roku powtórzyli swój sukces w angielskim Eton, a w 2007 roku po raz trzeci zwyciężyli w mistrzostwach globu w Monachium. W 2008 roku ten wspaniały okres podsumowali najlepiej, jak można było – czyli zdobyli olimpijskie złoto w Pekinie.

A jak będzie w niedzielę 30 sierpnia 2009 roku w Poznaniu? Warto przekonać się na własne oczy, bo potem już nie będzie takiej okazji. Finał męskich czwórek podwójnych rozpoczyna się o godzinie 12.33.

Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!