Śmierć kapitana Daniela Ambrozińskiego na nowo rozpoczęła dyskusję na temat bezpieczeństwa polskiego kontyngentu w Afganistanie. Ostre słowa padły z ust wdowy po żołnierzu, potwierdził je też generał Waldemar Skrzypczak.

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
Śmierć kapitana Daniela Ambrozińskiego na nowo rozpoczęła dyskusję na temat bezpieczeństwa polskiego kontyngentu w Afganistanie. Ostre słowa padły z ust wdowy po żołnierzu, potwierdził je też generał Waldemar Skrzypczak. Wojsko zaprzecza jednak doniesieniom jakoby na misji w Afganistanie brakowało sprzętu, czy jedzenia. Przedstawiciele armii twierdzą też, że nie jest prawdą jakoby żołnierze na misjach zarabiali mało.

Rzeczywiście, według tabel uposażenia okazuje się, że wyjazd na zagraniczną misję staje się niezłym źródłem dochodu. Najniższy stopniem żołnierz, starszy szeregowy, na misji może zarobić od 7 875 zł do 10 125 zł. Kapitan średnio zarabia 11 tys. zł miesięcznie, a generał broni nawet ponad 21 tys. zł. Przy czym w tym roku podwyżki wynagrodzenia sięgnęły od 1,2 tys. zł do nawet ponad 2,5 tys. zł. Żołnierze mają też zapewnione zakwaterowanie i wyżywienie.

– Żołnierze jadą na misję dobrowolnie. Zdają sobie sprawę, co znaczy wojna. Nie możemy mówić o oszczędnościach w Afganistanie, skoro przeciętnie rocznie wydawanych jest na jednego żołnierza ponad 166 tys. zł – zaznacza ppłk Dariusz Kacperczyk, rzecznik prasowy dowództwa operacyjnego.
Co innego mówią jednak sami żołnierze. Według ich wersji wyjazd na misję nie dość, że jest propozycją nie do odrzucenia, to często jedyną drogą do awansu. Podobnie jak wdowa po zabitym kapitanie, także żołnierze przeczą słowom swego dowództwa dotyczącym wyposażenia.

W poniedziałkowym wywiadzie dla „Polski Głosu Wielkopolskiego” Natalia Ambrozińska zarzuciła wojsku nie tylko skandalicznie słabe wyposażenie żołnierzy, ale nawet brak odpowiedniego wyżywienia, czy noclegu. O opinię spytaliśmy ppłk Artura Goławskiego, eksperta magazynu wojskowego „Polska Zbrojna” – żołnierza z 20- letnim stażem i misją wojenną za sobą.

– Słyszymy o narażaniu na niebezpieczeństwo, o słabym wyposażeniu, o braku jedzenia. Nikt jednak nie zada sobie pytania, czy żołnierzy wysyła się tam, gdzie jest bezpiecznie – mówi ppłk Goławski. – Prowincję, w której zginął kapitan Ambroziński objęliśmy raptem roku temu. Nie można wymagać, że na posterunkach, do których nawet nie można dojechać normalną drogą, będzie nagle urządzona kwatera z prawdziwego zdarzenia, że będą urozmaicone posiłki, a dostawy dotrą w kilka dni – tłumaczy Goławski. Największy niepokój wzbudzają informacje o dramatycznych brakach w wyposażeniu. Według żony kapitana Ambrozińskiego żołnierze często zmuszeni są do kupowania go na własny koszt. Nie chodzi o ekstradodatki, ale o rzeczy podstawowe, takie jak kamizelka kuloodporna, dodatkowe magazynki czy celowniki.


Więcej w dzisiejszym wydaniu Polska Głos Wielkopolski, lub www.prasa24.pl

Wiadomości Poznań, Wydarzenia Poznań

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!